"Polityka jak... wątroba"- z cyklu "Osajda pyta polityka..."
Marek Osajda: - Wkładał pan kij w szprychy tzw. komunie?
Arkadiusz Litwiński: - Starałem się, ale to była mała skala. Wkładałem ten kij w szprychy jako nastolatek, który w latach osiemdziesiątych roznosił ulotki, pisał do niszowych i w tamtych czasach wywrotowych pism, takich jak „Lustro” czy „ Degeneracje” o pacyfistyczno - anarchistycznym charakterze. Ale poza, nazwijmy to walką z komuną, podejmowałem też próby literackie. Byłem wtedy członkiem podziemnej Federacji Młodzieży Walczącej, a później, już jako bardziej dojrzały człowiek, związałem się z konserwatywno - liberalnym Ruchem Stu, w którym czołowymi postaciami byli Bielecki, Piesiewicz, Olechowski.
- Imponowali panu?
- Oczywiście. To mądrzy ludzie o dużej wiedzy i klasie. Wystarczy przyjrzeć się ich życiorysom i dorobkowi. Podobał mi się program Ruchu Stu, trafiał do przekonania i dobrze się w nim czułem. To była dla mnie poważna lekcja polityki.