poleć znajomym  |  dodaj do ulubionych  |  szukaj  

Twoim zdaniem najważnieszym uzasadnieniem obecności polskiego wojska w Afganistanie jest

Głosuj

proszę czekać
 
O człowieku można powiedzieć również i to, że jest sumą własnej kreacji jak i śladów, jakie pozostawiają w naszym życiu inni, idee, wydarzenia, miejsca, ale i marzenia. Zamiast więc mówić o sobie, opowiem pokrótce o tym, co miało wpływ na to, kim jestem, jak postrzegam rzeczywistość i jak chcę kształtować przyszłość.

Moi przodkowie byli -tak jak i ja- zwykłymi Polakami. Nie zapisali się w podręcznikach historii, choć ona niekiedy dramatycznie wpisywała się w ich życie. Rodzina ze strony ojca pochodzi z Lublina, dominowali w niej rzemieślnicy. Mój pradziadek pod koniec XIX wieku prowadził sporą kuźnię zatrudniał kilku czeladników. Dziadkowie ze strony matki posiadali niewielkie gospodarstwo we wsi Raczyny położonej na pograniczu Warmii i Mazowsza.

Do Szczecina moi rodzice przyjechali jako osoby nastoletnie, najpierw - w 1947 roku - ojciec, pod koniec lat pięćdziesiątych matka. Ojciec całe życie zawodowe związał z Fabryką Mechanizmów Samochodowych POLMO, nieopodal której przy ulicy Unii Lubelskiej stoi mój dom rodzinny. Dorastanie w tej okolicy, w przedwojennym domu dawało mi codzienny kontakt ze śladami historii Szczecina. Śladami materialnymi jak choćby odległy od domu o 200 metrów kopiec usypany przez żołnierzy napoleońskich dla uczczenia urodzin Cesarza, który na co dzień służył nam jako stok do jazdy na sankach. Jako 10 latek przeczytałem po raz pierwszy o między innymi samochodach Stoewer, jakie produkowano przed wojna w sąsiednim, dzisiejszym POLMO.

Od tamtego czasu interesuję się historią Pomorza i Szczecina, historią ludzi którzy tu mieszkali i ich codziennością. Szkoła Podstawowa numer 32 przy ulicy Siemiradzkiego, w której budynku mieści się dzisiaj Gimnazjum numer 10, była i pozostanie -przynajmniej w pamięci mojej i moich rówieśników- miejscem nieco magicznym, kameralnym i przyjaznym. Lata w niej spędzone, prawdziwi choć czasami "charakterystyczni" nauczyciele, przyjaźnie trwające do dzisiaj wywarły na mnie duży wpływ. W tym czasie rozpoczęło się moje czynne - trwające 10 lat harcerstwo. Czynne, bo tak naprawdę nigdy nie przestaje się być harcerzem. Moje, gdyż idee, które mi wpajano, nie były skażone oficjalnym socjalistycznym niekiedy bełkotem ówczesnych zbiurokratyzowanych w większości Komend Hufców i Chorągwi. Nawiązywaliśmy do tradycji przedwojennej i Szarych Szeregów. "Kamienie na szaniec" nie były dla nas tylko lekturą szkolną.

Szkoła średnia to nowe przyjaźnie, poznawanie życia "od kuchni", ale tez kilku wspaniałych pedagogów. Piłsudski powiedział, że "kto w młodości nie był socjalista ten na starość będzie świnią". Nie ominęła mnie młodzieńcza fascynacja anarchizmem i tym podobnymi abstrakcjami. Poznałem tez kilku twardych zawodników w walce -niekiedy walce wręcz- z ówczesnym systemem. Na miarę swoich możliwości starałem się im pomagać. Próżno ich szukać wśród dzisiejszych notabli. Jak widać każda rewolucja "pożera swoje dzieci". Niemal 5 lat spędzonych na uczelni umożliwiło mi kontakt z wielu charyzmatycznymi wręcz wykładowcami, Wydział Prawa i Administracji US w pierwszej połowie lat 90-tych był chyba bardziej humanistyczny niż obecnie.

Trzy lata po ukończeniu studiów spotkaliśmy się w gronie kilku przyjaciół. Łączył nas dyplom Uniwersytetu Szczecińskiego, dystans do czynnej i bieżącej polityki, podobny wiek, ustabilizowana sytuacja zawodowa i to samo przekonanie, ze władza marnuje szanse dla Polski, czyli nasze szanse. Nie chcieliśmy żyć w "państwie Olina" i jemu podobnych. Postanowiliśmy działać pozytywistycznie, utworzyliśmy Stowarzyszenie Absolwentów Uniwersytetu Szczecińskiego, nawiązaliśmy kontakt z wieloma autorytetami życia publicznego, choć nie politycznego.

Polityczne zainteresowania skłoniły mnie do równoległej aktywności w Konserwatywno -Lliberalnym Ruchu 100. Środowisko to współtworzone było między innymi przez Franciszkę Cegielską ówczesną charyzmatyczną Prezydent Gdyni. Pochodząca ze Szczecina, wielka duchem, a zarazem niezwykle skromna stała się dla gdynian prawdziwym autorytetem, autorem sukcesu ich miasta i wychowawcą następców - w tym obecnego Prezydenta Gdyni - którzy konsekwentnie kontynuują jej misję i jej styl pracy.

Wielki wpływ na sposób pojmowania otaczającej nas rzeczywistości i obrany kierunek zmian miał Jerzy Giedroyc. Rozmowy z nimi, lektura Kultury, obserwacja praktycznych doświadczeń Gdyni, Wrocławia utwierdzały mnie w przekonaniu, że warto pracować pro publico bono. I w tym przekonaniu pozostaję...
© 2007 Arkadiusz Litwiński | wiadomości | życiorys | o sobie | program | linki | stenogramy z komisji | interpelacje | kontakt           projekt: 2code.pl | realizacja: r3x.pl